Drogi Gościu! Najpierw przeczytaj ten wpis!


 Witaj Drogi Gościu na moim blogu!


Zapraszam Cię na początku do zapoznania się z poniższym linkiem:

Jeżeli po przeczytaniu któregoś z wpisów na blogu, chciałbyś/chciałabyś skontaktować się ze mną w celu przesłania swojej opinii, sugestii lub pytań, możesz to uczynić klikając poniższy link :

A jeżeli chcesz zostawić komentarz dotyczący określonego wpisu…

Na początku każdego wpisu jest link „dodaj komentarz” (zaraz pod tytułem każdego wpisu). Kliknij na niego i zostaw komentarz! Będę bardzo wdzięczny za wszelkie opinie i komentarze! 🙂

Już wszystko wiesz? W takim razie zapraszam Cię serdecznie do lektury mojego bloga!

1194989104867372110aiga_down_arrow1.svg.med

Reklamy

Wybieraj…

 

Dramatic.jpg

Wybieraj zawsze Drogę Światła. Wybieraj zawsze tę jaśniejszą drogę. Światło przywraca zawsze nadzieję a ciemność ją odbiera a także budzi niepokój i strach w Twoim sercu. Podążaj ścieżką Miłości (nie ważne jak ciasna by ona była). Każda kropla Miłości jest na wagę złota. Trzeba ciągle przezwyciężać siebie samego i nie raz opierać się pokusie wyboru drogi ciemności, która zawsze jest wygodna, szeroka i łatwo dostępna. Zatrzymuj się w krytycznych momentach swojego życia i pytaj się wtedy samego siebie/samej siebie czy kurs, który zamierzasz obrać jest DOBRY i jest wyborem światłości. Ważne byś umiał / umiała zatrzymać się na chwilę. Najważniejsza w życiu jest modlitwa, kontemplacja i medytacja, które są kołem ratunkowym gdy toniesz oraz kluczem do wyboru właściwej drogi.

Ładna = trudna?

01011796.JPGNie wiem czy to reguła czy nie ale zauważyłem, że im bardziej dziewczyna jest ładna (tj. Ma kształtną figurę, okrągłości tu i tam, śliczną buzię, ma czym oddychać, posiada nogi modelki), tym bardziej jest wybredną, wyrachowaną tzw. „zimną suką”.

Niestety taka jest prawda! Wszystkie piękne lalunie i co się „świecą” szybko są „zagarniane” przez samców alfa; niekoniecznie dobrych ludzi o mało szlachetnych intencjach. Następnie taka dziewczyna „po doświadczeniach” sama staje się taka sama jak ci jej „łowcy” czyli:

  • wyrachowaną,
  • wygodną,
  • żądająca więcej od świata,

gdyż nie po to tyle przeszła by zainteresowała się kimś przypadkowym albo co więcej: by ktoś przypadkowy zainteresował się nią. Taka lala zbyt wiele w siebie zainwestowała i nie może pozwolić na to aby zainteresował się nią ktoś, kto w siebie zainwestował mniej niż ona. Reguła potwierdza tę zasadę. Niestety.

To takie moje przemyślenia. Nie generalizuję ani nie skreślam takiej „high-endowej” dziewczyny. Staram się jedynie skłonić do myślenia was drogie panie, czy takie postępowanie ma sens? W końcu i tak wszyscy się kiedyś pomarszczymy i zostanie ten charakter który wypracowaliśmy sobie przez lata. W końcu przyjdzie jesień życia a wy obudzicie się z ręką w nocniku.

Drodzy panowie: Czy jednak chcemy żyć z kimś komu w końcu przeminie uroda i cała fizyczność a ostatecznie zostanie takie zepsute wnętrze? Ogarnijcie się trochę zanim będzie za późno. To wy macie wskazywać właściwy kurs a nie korzystać z chwili uniesienia, gdy wiecie że „laska jest już wasza”. Trzeba wyłączyć penisy a włączyć mózg.

Gównoburze na Jutubie

05120017.JPGNajlepsze jest to, że Twój ból prącia spowodowany jest tym, że Pan Czarodziej ma 12 tysięcy lajków i 1,6 mln wyświetleń. W końcu to jest teraz najważniejsze, prawda? Dzięki takiej reklamie Pan Czarodziej na pewno będzie mieć wszystkiego przynajmniej o 1 więcej. Wracając do meritum sprawy…

Wszyscy jesteście śmieszni 😀 Wszyscy robicie gównoburzę dla lajków i subów. Cóż, kiedyś nie było jutuba, nie było takich patologii wynikających z nowoczesnych technologii. A przede wszystkim żyło się spokojniej i było mniej stresu, To gówno prawda, że dziś szybciej = lepiej. Dlaczego? A no dlatego, że jest więcej stresu, więcej chorób cywilizacyjnych, hemoroidów od siedzenia na dupie przed kompem i darcia ryja do maszyny (w waszym przypadku). Cóż.. Wszędzie hipokryzja…

Co więcej wszechobecny stres w korpo oraz w bardziej znaczących firmach, gdzie ludzie siedzą jak konie w boksach. Wszystko nastawione na szybciej i więcej.

Dociera do nas nieraz więcej informacji niż jesteśmy w stanie przetworzyć. Nadmiar informacji docierających do nas każdego dnia powoduje w mózgu zaburzenia podobne do autyzmu. (http://www.newsweek.pl/nauka/za-duzo-naraz,51947,1,1.html).

Ponadto wszechobecne wkurwienie i agresja (przykład jw) jest również wynikiem przyśpieszenia tempa życia oraz zbyt długiego przesiadywania przed komputerem by montować sobie takie produkcje jak wasze gówno burze.Uważasz, że szukanie książki było stratą czasu? Ja z kolei uważam, że zmuszało do częstszego używania mózgu, Teraz, skoro masz wszystko podane jak na tacy, sprawia że jesteś większym tępakiem niż Twoi rówieśnicy sprzed dekady. Nie wspominam również o listach które nadal mają swój urok i zmuszają do myślenia oraz pewnej twórczości (mówię jak jest w moim przypadku). Życzę wam jak najmniej hemoroidów, tymczasem ja idę na rower. Amen.

Hejt na JBL CLIP 2!

Ostatnio skusiłem się na zakup pierwszego produktu marki JBL w moim życiu… A to za sprawą bardzo pozytywnej recenzji głośniczka JBL CLIP (pierwszej generacji) w jednej z lokalnych gazet. Wykonanie głośniczka, jak i jego wodoszczelność oraz wygląd bardzo przypadły mi do gustu jednak…

Może i ten sprzęt jest fajny, ale kompletną pomyłką jest głośniczek bluetooth JBL CLIP 2, który według podanych w instrukcji specyfikacji powinien działać DO 8 godzin a w rzeczywistości działał niecałe 4 godziny!… Ja rozumiem jeszcze gdyby działał te choćby 6 godzin, bo słuchałem muzyki prawie cały czas na maksymalnej głośności… Ale 4 godziny to „lekkie” naciągnięcie parametrów. Ponadto w instrukcji jest napisane, że w przypadku niskiego poziomu naładowania akumulatorka, dioda zaczyna migać. W rzeczywistości świeci ciągłym, czerwonym światełkiem. Może i szczegół no ale jednak JBL powinno wiedzieć co pisze w instrukcji… Poza tym jestem rozczarowany serwisem. Za opisywany głośniczek zakupiony w jednej ze znanych sieci sklepów dostałem zwrot gotówki bez rozwiązania problemu (naprawienia produktu) oraz bez jakiegokolwiek słowa wyjaśnienia (przy czym produkt został wysłany do serwisu JBL). Czyżby opisane uchybienia w produkcie, dotyczyły większej ilości wyprodukowanych sztuk, a firma nie chce przyznać się do błędu? Oto jest pytanie…

Komu zaufasz?

Tym razem będzie to post inny od poprzednich. Będzie bardziej przyziemny i bardzo praktyczny. Będzie o tym… No właśnie o czym? Chciałem napisać, że o pieniądzach (co po części byłoby bliskie prawdzie) ale myślę, że bliższe będzie określenie, że będzie to wpis o tym jak żyć aby nie przepłacać wraz z praktycznymi poradami i przykładami. A więc zaczynamy!

Ostatnio byłem zmuszony do szybkich zakupów nowego telefonu ponieważ jego poprzednik wylądował niechcący w wiadrze z wodą. Szukałem telefonu który będzie tani (do 400 pln) i będzie oferował dostęp NOSRoyado portali społecznościowych takich jak Fb, Tt, czy innych ciekawych aplikacji takich jak Tinder czy Ingress. Chciałem jednocześnie telefon działający płynnie. Wszystkie te cechy i funkcje posiadał telefon o tajemniczej nazwie Orange Roya tak więc nie myśląc za długo, kupiłem ten model. Jego specyfikacja jak na tę cenę jest zadowalająca (m.in. Procesor Qualcomm Snapdragon taktowany zegarem 1,20 GHz, liczba rdzeni: 4, GPU: Adreno 306, pamięć RAM: 1 GB, pamięć wewnętrzna: 8 GB, GPS, WIFI, Internet LTE) a wszystko to chodzi pod kontrolą Androida 4.4 KitKat. Brzmi fajnie i tak też hula (przynajmniej do teraz, czyli przez jakiś już miesiąc :)).

Pomyślamobile_vikings_logo_blackłem sobie, że skoro kupiłem sobie już jakiś lepszy sprzęcik to może zastanowić się nad zmianą operatora? (byłem klientem T-mobile od jakiś 8-9 lat i szczerze pisząc to zbyt długo). Wziąłem pod lupę wszelkie rankingi sieci pre-paid (na kartę) w Internecie, ponieważ nie wyobrażam sobie bycia związany umową z jakąkolwiek firmą telekomunikacyjną bo to oznacza zysk dla takiej firmy ale stratę dla mnie. Po prostu lubię wolność. I tak po namyśle wybrałem Belgijskiego Wirtualnego Operatora sieci komórkowej o nazwie Mobile Vikings, który zadomowił się także w Polsce.  Dlaczego? Przede wszystkim dlatego, że lubię wolność a taką daje wolność właśnie sieć Vikings. Telefonia ta posiada w ofercie 5 planów taryfowych: 10, 19, 24 no limit, 29 i 29 no limit. Mi osobiście pasuje 24 dlatego pozwolę sobie opisać poniżej tę taryfę:

Połączenia komórkowe w sieci: 0 ZŁ.  (Do wszystkich sieci komórkowych)

Połączenia na stacjonarne: 19 GR.  (Za minutę połączenia na wszystkie numery stacjonarne)

Internet 3G/4G LTE: 2 GB. Po wykorzystaniu pakietu danych transfer z prędkością do 32kb/s

SMS: 0

Do pozostałych sieci komórkowych bez limitu.

MMS: 50 GR. (Wyłączając koszt przesyłu danych).

Ważność środków i karty: 365 DNI.

Każde doładowanie przedłuża ważność karty i środków o rok.

Fakty mówią za siebie. Więc Cóż chcieć więcej? Jak w ogóle stać się użytkownikiem tejże sieci? Otóż należy wejść na stronę, kliknąć ZOSTAŃ VIKINGIEM a następnie wybrać czy interesuje nas zamówienie nowej karty sim z nowym numerem, czy przeniesienie obecnego numeru do Mobile Vikings, czy może chcemy używać sam internet mobilny. Kolejnym punktem jest wybór pakietu, jakim chcemy zasilić nasze konto. Pakiety posiadają nazwy określające jednocześnie ich cenę.

Kolejnym punktem na tym etapie jest podanie maila osoby polecającej operatora Mobile Vikings. Będzie mi niezmiernie miło, jeżeli wpiszesz tam: pokojartura@gmail.com, czyli mój adres e-mail. 🙂

Etap kolejny to uzupełnienie swoich danych osobowych, wybór typu karty SIM i wypełnienia pozostałych pól. Na stronie mobilevikings.pl wszystko jest bardzo prosto krok po kroku wyjaśnione.

Zarządzanie kontem odbywa się poprzez bardzo łatwą w obsłudze aplikacje Mobile Vikings. Przez nią też od razu można doładować sobie konto w przypadku gdy kończy nam się ważność konta lub środki na koncie. Co więcej jest ona połączona z naszym kontem bankowym (opcjonalnie), więc łatwo możemy doładować konto nie wychodzą z domu. Wszystko obszerniej oraz w przystępny sposób opisane jest na stronie Mobile Vikings.

Ostatnio zaczął mi padać dysk w laptopie dlatego postanowiłem poszukać dysku zewnętrznego, który będzie w dobrej cenie oraz zaufanej firmy. Do niedawna miałem wieżę stereo firmy HITACHI HRD-MD03 sprzed chyba 20 lat. Grała doskonale ale była dosyć toporna dlatego oddałem ją koledze. Właśnie z racji tego, że owa wieża grała niezawod1m_goldnie przez 20 lat, postanowiłem poszukać dysku zewnętrznego marki HITACHI. Okazało się, że firma HITACHI (jeżeli chodzi o elektronikę) została przekształcona w markę HGST. Wprawdzie już nie jest to stricte japoński twór ale nadal tworzy (wiem z opinii) bardzo dobry sprzęt komputerowy (dyski). Po przeszukaniu Internetu oraz po lekturze opinii wytypowałem dysk o wdzięcznej nazwie TOURO oraz o pojemności 1 TB magki HGST. Jak wygląda, możecie zobaczyć na załączonym zdjęciu. Mam już go ponad miesiąc i działa niezawodnie i cicho. Ma genialny złoty design i jest mały. Do tego kupiłem świetny futerał ochronny z materiału EVA firmy tracer za ok 20 pln. Zestaw bardzo wygodny i poręczny w przenoszeniu.

Pierwsza ankieta na tym blogu

Chciałbym abyś odpowiedział/a na moją pierwszą na tym blogu ankietę…


Czy wierzysz w przeznaczenie?
(polls)

To była moja pierwsza…

To była moja pierwsza… No właśnie co? Miłość? Relacja? Próba? A może lekcja życia? Po przeczytaniu tego wpisu, myślę, że znajdziesz odpowiedź…

Było to na pierwszym roku studiów kiedy to studiowałem jeszcze Ekonomię… Całkiem dobrze radziłem sobie z teorią Ekonomii, póki nie przyszedł czas na różnego rodzaju obliczenia… Szczerze pisząc, to nigdy nie miałem talentu do nauk ścisłych, zwłaszcza wtedy gdy pojawiały się różnego rodzaju wzory… Tak też było i w tym wypadku… W naszej grupie bardzo szybko wyłonił się istny talent, można rzecz wręcz – pisząc kolokwialnie – „kujon”. Tyle tylko, że ten „kujon” fizycznie odstawał od całej masy innych kujonów, ponieważ była to dziewczyna o niezwykłej, wręcz latynoskiej urodzie, z bujnymi bardzo ciemnymi włosami, z wyraźnie (naturalnie) odznaczającymi się brwiami oraz pięknymi dużymi oczyma. Napisać muszę też, że była niska (ok 160 cm), co sprawiało, że wyglądała na dziewczynę z pierwszej klasy liceum a nawet z trzeciej klasy gimnazjum, podczas, gdy faktycznie, jak się potem od niej dowiedziałem, była starsza ode mnie o cztery lata (miała wtedy 24 lata). Zauroczyłem się szybko tą dziewczyną o imieniu Katarzyna (imię zmienione). Bardzo mi się spodobała…

Pewnego dnia, Kasia widząc, że nie radzę sobie zbytnio z ekonomią, zaproponowała mi korepetycje u niej na stancji. Z radością się zgodziłem i w ten oto sposób, nadarzyła się okazja bym poznał ją lepiej… Nasze korepetycje wyglądały mniej więcej tak: najpierw się uczyliśmy razem a następnie po obowiązkach Kasia robiła herbatę i zapalała kadzidełko co stwarzało niezwykły klimat do rozmów… Wspólna nauka stała się jakby takim rytuałem: zawsze po nauce rozmawialiśmy na temat naszych perypetii życiowych oraz (na czym z czasem bardzo zaczęło mi zależeć) poznawaliśmy swoje historie. Kasia bardzo szybko otworzyła się przede mną i zaczęła opowiadać swoją historię życia. Zrozumiałem z czasem, że jest bardzo ciężko doświadczona przez los, gdyż pochodziła z rodziny patologicznej: Matka piła a ojciec (też alkoholik) trafił do więzienia za przestępstwo na tle seksualnym… Katarzyna, by zarobić na studia, wyjechała do Finlandii by zbierać jagody. Po powrocie do Polski zaczęła, tak jak i ja, studia na WSIiZ w Rzeszowie. Dowiedziałem się też, że jest w związku z chłopakiem już od sześciu lat. Tymczasem spotykaliśmy się na wspólmej nauce i podczas jednego z takich naszych spotkań, zaproponowałem jej, że mam nieodpartą chęć by ją przytulić. Ku mojemu zaskoczeniu, pozwoliła mi na to. Od tej pory na każdym naszym spotkaniu przytulanie stało się naszym rytuałem (oczywiście po nauce).

Pewnego razu przed zajęciami na uczelni spotkałem Kasię… Nie wiedziałem co się stało ale wiedziałem, że jest coś nie tak… Kasia wyglądała tak jakby nie spała całą noc… Była w bardzo ponurym nastroju… Co się potem okazało: jej chłopak powiedział jej, że znalazł sobie inną dziewczynę i że jest to już koniec ich związku… Po 6-ciu latach usłyszeć coś takiego?! Wyobrażasz to sobie???… Po zajęciach postanowiłem działać i umówiłem się z Kasią w studenckim barze na uczelni… Opowiedziała mi to wszystko a ja nie wiedząc co zrobić za bardzo trzymałem ją za rękę będąc po prostu przy niej. Parę razy spotkaliśmy się jeszcze u niej na stancji, gdyż chciałem być blisko niej i pomóc jej w ciężkich chwilach ciepłym słowem… Potem jednakże nasz kontakt się urwał a Katarzyna zaczęła opuszczać zajęcia… Myślałem, że nic gorszego nie może już spotkać tej dziewczyny… Otóż myliłem się… Po paru dniach, ten jej były chłopak zadzwonił do niej z informacją, że nie ma żadnej innej dziewczyny, że to była próba i że chciał sprawdzić jej wierność i oddanie… Tę informację przekazała mi przyjaciółka Kasi, gdyż samej Kasi nie spotkałem już więcej na uczelni… Dziewczyna załamała się i całkowicie tak jakby zapadła się pod ziemię… Mimo, że dzwoniłem do niej nie raz, nie odbierała telefonów. Wtedy to poczułem, że zależy mi na Kasi bardziej jak na nikim innym! Sam popadłem w smutek i żal bo uczelnia bez niej wydawała mi się już bez kolorów…

Czas mijał i zbliżała się wiosna… Minęły już 3 miesiące odkąd widziałem się z Kasią. Jej telefon milczał nadal. Pewnego słonecznego dnia, gdy próbowałem się dodzwonić do Kasi, po nieudanej próbie, zadzwoniła do mnie! Powiedziała parę słów, które przewróciły wtedy cały mój świat do góry nogami a były to mniej więcej takie słowa: Słuchaj Artur, nie dzwoń już do mnie, gdyż za dwa miesiące mam ślub. Odebrało mi wtedy mowę. Po parunastu minutach dotarło do mnie, że żeni się z chłopakiem, który zrobił jej takie świństwo… Przez 3 miesiące byłem w depresyjnym stanie… Jednak czas leczy rany i z czasem zrozumiałem, że ich relacja była silniejsza niż rana po tym okrutnym żarcie czy „próbie”… Zrozumiałem, że w jej życiu najbliższą osobą był ten jedyny chłopak, który zastąpił miłość jej ojca, że w nim miała oparcie jak w nikim innym…

Muszę też napisać, że to była moja pierwsza tak bliska relacja z dziewczyną co prawda trudna i zawiła ale teraz patrząc na tę historię wierzę, że to wszystko co się stało nie było przypadkowe. Wierzę, że to, iż akurat w tym okresie czasu nasze drogi się splotły pomogło Kasi przetrwać te ciężkie chwile. Cieszę się, że mogłem jej pomóc i że wtedy mogła na mnie liczyć. Wierzę, że teraz Kasia jest szczęśliwa.

Dlaczego o tym napisałem? Być może komuś pomoże ta historia tak jak pomogła mojej koleżance, która miała kryzys w związku. Jako ciekawostkę napiszę, że Kasię spotkałem dobrych parę lat później na Święcie Ulicy Pańskiej – Paniadze, święto to odbywa się co roku 3-ego maja na ulicy 3-ego Maja w Rzeszowie. W tłumie ludzi kątem oka dostrzegłem ją a ona rozpoznała mnie… Szybka wymiana spojrzeń… Powiedzieliśmy sobie krótkie cześć, po czym zniknęła mi z oczu… A trzymała za rękę chłopaka, który prawdopodobnie był tym jej mężem…

Nigdy potem nasze drogi się już nie skrzyżowały. Mam nadzieję, że teraz jest już szczęśliwa.

Improwizacja Kontaktowa

Kiedyś taniec kojarzył mi się ze żmudną nauką i ćwiczeniem, z chodzeniem na lekcje nauki i „zgrywaniem” się z partnerką. Muszę napisać, że mam słabą pamięć i bardzo niechętnie uczę się nowych rzeczy, gdzie trzeba dużo i szybko zapamiętać wiele informacji naraz… Ponieważ, jestem typem odkrywcy i poszukiwacza to chodziłem na lekcje próbne do szkoły tańca. Wcześniej – bardziej z potrzeby niż z własnej chęci – chodziłem na lekcje do sąsiada – wicemistrza świata w tańcu towarzyskim – by nauczyć się tańczyć na studniówkę. W czasie studiów przyszedł czas, kiedy to odkryłem tzw. Salsoteki – tj. Pokazowe lekcje tańca Salsy, Bachaty, Cha-Cha, Rumby. Prowadzi je do tej pory znajomy rodowity kubańczyk Josmaikel. To już będzie z 3-4 lata od kiedy zacząłem chodzić na te Salsoteki J Mimo tego, że salsa jest mi bliższa i najbardziej chyba polubiłem ją ze wszystkich tańców to jednak, zawsze miałem trudności z pamiętaniem kroków na kolejnej Salsotece… Jednak nadszedł 2012 rok, kiedy to – podczas jednego z FLASHMOBÓW na festiwalu Stadion Kultury – poznałem niesamowitą formę aktywności ruchowej jaką jest IMPROWIZACJA KONTAKTOWA – w skrócie: CI (Contact Improvisation). Jak to wtedy wyglądało? W skrócie: Ukraińska grupa, która zajmuje się CI przyjechała na ten festiwal i zorganizowała 3- dniowy performance w centrum Rzeszowa a konkretnie na ulicy 3 maja. Ostatniego 3-ego dnia wszyscy, którzy brali w tym wydarzeniu udział mogli mieć ze sobą odtwarzacze mp3 ze swoją ulubioną muzyką. Tej muzyki słuchali oczywiście przez słuchawki. Zasada była prosta: Mogli się ruszać jak chcieli, nieruchomieć kiedy chcieli, czy nawet wchodzić ze sobą w interakcje, chodzić na ławki czy doniczki. Wszystko w takt swojej muzyki. Ruch dosłownie bez zasad, płynący z serca był tym czego potrzebowałem! To było moje odkrycie, które zostaje jednym z ważniejszych odkryć w moim życiu. Jestem osobą która nie jest ekstrawertykiem a dzięki CI mogę uzewnętrznić swoje uczucia, które często są gdzieś głęboko we mnie… Wchodząc w interakcję w partnerką w CI oboje możemy bez słów porozumiewać się językiem i mową ciała ale nie tylko! Jest w tym pewien mistycyzm pewne przeżycie, które ciężko mi nazwać… Ważne, że jest to coś co można udoskonalać za każdym razem, kiedy wchodzimy w świat CI… Bo CI to nie tylko taniec ale i teatr, improwizacja, emocje, gimnastyka, elementy sztuk walki, joga, tango…

Ktoś chętny na CI?

Bo ja tak!

MÓJ EXODUS – EXODUS MŁODYCH 5.0

To już drugi raz, kiedy to przybyłem na Spotkanie Młodych w Zwierzyńcu, które nazywa się Exodus Młodych… Pierwszy raz byłem na tym pięknym spotkaniu rok temu.

Mój przyjazd na Exodus w tym roku był pod znakiem zapytania jeszcze miesiąc przed Spotkaniem Młodych… Jednak już tydzień przed rozpoczęciem Exodusu, byłem już pewien, że tam pojadę. Nie wiedziałem jednak jeszcze w jaki sposób się tam dostanę… Pomyślałem sobie, że zamieszczę ogłoszenie na stronie Exodusu na Fejsbuku. Wkrótce po tym fakcie pojawiła się odpowiedź. Okazało się, że dwie siostry zakonne jadą 8- osobowym busem z młodymi ludźmi, bodajże z Leżajska i przejeżdżają przez Rzeszów (była to jedyna odpowiedź na moje ogłoszenie).

Umówiliśmy się, że zabiorą mnie praktycznie z mojego osiedla. Tak też się stało. W dniu wyjazdu spakowałem plecak, namiot i dwa śpiwory gdyż jeden śpiwór potrzebowała pewna dziewczyna, która ogłosiła ten fakt przed Exodusem, również na fejsbukowej stronie Spotkania. Pomyślałem sobie, że biorąc ze sobą jeden śpiwór więcej, zrobię dobry uczynek i rzeczywiście, ta potrzebująca śpiwora dziewczyna była po spotkaniu bardzo zadowolona z tego, że miała dobrą ochronę przed zimnem.

Skąd miałem 2 śpiwory? Otóż jeden znalazłem na polu namiotowym na Spotkaniu Młodych w Wołczynie (oczywiście już po SM Wołczyn =)) , które odbyło się w lipcu.

Wracając, do mojej podróży na Exodus Młodych… Wyjechaliśmy z Rzeszowa. Szybko zintegrowałem się z ludźmi w busie, którzy byli w wieku gimnazjalnym, licealnym i 2 osoby już po liceum. Tak wiec, rozpiętość wiekowa była spora, zupełnie tak jak na Exodusie. Dlatego jak dla mnie Exodus, zaczął się już w tym busie… Po drodze odwiedziliśmy dom rodzinny jednej z sióstr, gdzie zostaliśmy poczęstowani przepysznym ciastem domowym i najprawdziwszym mlekiem prosto od krowy.

Do Zwierzyńca przyjechaliśmy po południu. Z moją grupką z busa rozstałem się, by poszukać miejsca na namiot. Szybko udało mi się znaleźć idealne miejsce na rozłożenie namiotu i tak zaczął się Mój Exodus… Tak jak w tamtym roku, pomyślałem, że zorganizuję akcję FREE HUGS (Darmowe Przytulanie), która jak się potem okazało, cieszyła się sporym zainteresowaniem. W tym roku dodatkowo przygotowałem 2 koszulki z napisem FREE HUGS. Oczywiście tę akcję wprowadzałem stopniowo, szczególnie w momencie, kiedy były koncerty. Czemu to zrobiłem? Było to częścią mojego planu, który zakładał aby jak najlepiej poznanie jak największą ilość osób w różnym wieku oraz sprawić , by na ich twarzach pojawiał się jeszcze częściej uśmiech. Tę część planu uważam za zakończoną pełnym sukcesem!

Teraz napiszę, jakie miałem nastawienie jadąc na Exodus Młodych 5.0… Otóż pragnąłem jak najpełniej doświadczyć Boga już od samego początku trwania tego Spotkania. Nie chciałem skupiać się na jednej lub kilku osobach (jak w tamtym roku), co wiem, że niestety do niczego to dobrego nie doprowadziło. Dlatego szukałem Boga w ludziach, w tej tymczasowej wspólnocie, w występujących ludziach na scenie, co noc spędzałem parędziesiąt minut przed Najświętszym Sakramentem… Po prostu chciałem skupić się na Tym, który sprawił, że znów mogłem pojawić się na Exodusie, moim Exodusie, który przekazał mi istotną wiadomość, bym się nie bał, bo ON jest i działa.

Na tym spotkaniu poznałem fantastycznych ludzi, którzy będąc częścią tej wspólnoty dali mi nadzieję na lepsze jutro… Choćby przemiłe panie z gastronomii, które poprosiły mnie o pomoc, abym zorganizował grupę chłopaków do noszenia ławek do namiotu, gdzie można było spożywać posiłki: Po akcji każdy z nas, co nosił ławki, dostał po porcji frytek.

Dziękuję tym samym paniom za to, że kiedy byłem głodny, mogłem sobie nieodpłatnie przypiec sam chleb na grillu by potem skonsumować go z keczupem. Również dziękuję dziewczynom, którym pomogłem na początku Exodusu rozłożyć namiot, za budyń i zupkę chińską oraz za batonik zbożowy. Dziękuję również członkowi Odnowy w Duchu Świętym za poświęcony mi czas na rozmowę i modlitwę wstawienniczą w białym namiocie! To wpłynęło na moją decyzję na podjęcie dialogu w sprawie dla mnie bardzo ważnej! Nie uda mi się wymienić wszystkich tych, którym chciałbym bardzo podziękować, za ten czas na Exodusie dlatego, jeżeli byłeś/aś na tym spotkaniu to wiedz, że DOBRZE ŻE JESTEŚ!

Wierzę, że to co się stało od momentu podjęcia przeze mnie DECYZJI o wyjeździe na Exodus Młodych nie było przypadkiem i to, że jechałem w taki a nie inny sposób i to że spotkałem takich a nie innych ludzi. Za to chwała Panu!