ZAMOŚĆ: 3 LICEA I KLASZTOR… (cz. 2)

Zamość. Było przed 8:00 a ja miałem busa do Rzeszowa dopiero o 15:30… W takim wypadku pomyślałem sobie, że trzeba jakoś zająć sobie czas i wpadłem na pomysł by odwiedzić II LO i znaleźć byłą aby przeprosić ją za moje błędy przeszłości. Tak jak pomyślałem tak zrobiłem. Na komórce miałem nagranie instrukcji mojej byłej (Magdy – imię zmienione) jak znaleźć jej klasę w II LO. Po odtworzeniu nagrania przypomniałem sobie nazwisko jej wychowawcy, literkę jej klasy itp. Po krótkim spacerze trafiłem na to liceum no i też bez problemu znalazłem klasę Magdy… A właściwie to Ona pierwsza mnie zauważyła gdy siedziałem w szkolnej bibliotece, a że ona to straszny mól książkowy, to biblioteka była jej naturalnym miejscem egzystencji. Załatwiłem z nią co miałem załatwić. (oczywiście przed przybyciem do jej szkoły wysłałem jej sms-a że się pojawię, by dziewczę się za bardzo nie zdziwiło :P). Właśnie zaraz potem zacząłem pisać niniejszy wpis do bloga. Nie kończę go, gdyż to co potem się wydarzyło jest też związane z Zamościem. Żeby nie zabierać czasu napiszę, że odwiedziłem potem jeszcze2 inne licea a mianowicie:

  • I LICEUM w Zamościu – gdzie miałem drugą koleżankę z EXODUSU 4.0 – Małgosię
  • III LICEUM w Zamościu – gdzie miałem trzecią koleżankę z EXODUSU 4.0 – Dianę

Ponieważ znałem tylko imiona i nazwiska koleżanek to musiałem trochę się popytać i pokazać ich zdjęcia z FB. I takim sposobem dotarłem do każdej odpytując max. 3 ludzi w każdym z LO. Czułem się dumny i szczęśliwy że udało mi się zrealizować założone cele. Ta ostatnia koleżanka sprawiła że mój pobyt w Zmc nieoczekiwanie się przedłużył oraz nabrał posmaku przygody!!!!!! Zupełnie nieświadomie to zrobiła no ale jestem jej bardzo za to wdzięczny bo na prawdę wtedy poczułem opiekę Najwyższego!

O tym jak Diana sprawiła, że w Zamościu zostałem noc dłużej…

Jak to się wszystko stało, że Diana sprawiła, że w Zamościu zostałem noc i dzień dłużej? Może wrócę do odwiedzin tego III LO, gdzie Diana się uczyła. Dowiedziałem się wtedy, kiedy dotarłem do tego LO, że Diana ma zajęcia z WFu… ;P Nie tracąc więc czasu udałem się na salę gimnastyczną (a właściwie na balkon z którego widać było widać tę salę) podzieloną na 3 mniejsze boiska. Na każdym boisku grała inna klasa. Po zlokalizowaniu tej właściwiej klasy (DZIĘKI ANGELIKA! :)) odnalazłem i Dianę która zaciekle grała na boisku z innymi koleżankami z klasy. Dziewczyna była zaskoczona moim widokiem i z wielką radością powitała mnie okrzykiem entuzjazmu. Pomyślałem sobie: cała Diana! Specjalnie dla mnie (dzięki spoko-gościowi od W/Fu) troszkę wcześniej wyszła dla mnie z boiska ponieważ za godzinę miałem mieć busa do Rzeszowa… Wyszła, spotkaliśmy się, pogadaliśmy, przeszliśmy się na starówkę Zamościa. Ponieważ już zbliżała się godzina odjazdu mojego busa, Diana skierowała mnie w stronę przystanku, z którego – jak twierdziła – odjeżdżają busy do Rzeszowa… Rozstaliśmy się jak zwykle przytulańcem i udaliśmy się w swoje strony… Doszedłszy do przystanku zorientowałem się że nie ma na nim oznaczenia mojego busa… Zapytałem się czy z tego przystanku odjeżdżają busy… Dostałem odpowiedź, że i owszem. Pytam się więc dalej: Czy odjeżdża stąd bus do Rzeszowa? Odpowiedź padła negatywna… Patrzę na zegarek a tu: 5 minut do odjazdu!!!!! Biorę toboły i biegnę w stronę PKSu… Patrzę jednak na zegarek i już wiem, że jednak nie zdążę. W takim wypadku zwolniłem – bo po co się śpieszyć? Będzie co ma być! Po parunastu minutach doszedłem do PKS-u. Obczaiłem wszystkie możliwości. Niestety wszystko co jechało – odjechało. PKP też obczaiłem (chwała Internetowi w telefonie!) no, ale sytuacja niestety taka sama. Zrezygnowany wracam w stronę Starówki. Pomyślałem sobie, że w takim wypadku wejdę do kościoła: może ktoś mi udzieli azylu?

Franciszkanie przychodzą z pomocą!

Zaczynała się akurat Msza Św. U Ojców Franciszkanów Konwentualnych. Powiem szczerze, że wtedy zacząłem się na prawdę mocno modlić w duchu, gdyż perspektywa spędzenia nocy na mrozie zdecydowanie mi się nie uśmiechała. Tymczasem wracając do mojej sytuacji… Msza się skończyła, a ja z tymi tobołami, drożdżówkami i plecakiem oraz garniturem sterczałem na końcu kościoła. W pewnym momencie widzę idącego w stronę wyjścia młodego zakonnika. Uśmiechnął się do mnie i zapytał się gdzie podróżuję. Ja opowiedziałem mu swoją krótką historię oraz streściłem mój pobyt w Zamościu. Brat zakonny chwilę się zastanowił i polecił mi poczekać na zewnątrz kościoła. Sam poszedł do klasztoru zapytać się przeora czy, nie byłoby możliwości przenocować mnie. Tymczasem ja stałem już z 10 minut na tym lekkim mrozie. Jednakże przeczucie, że wszystko dobrze się skończy – rozgrzewała mnie od środka. W pewnym momencie widzę, że w moim kierunku idzie brat Arkadiusz (bo tak się nazywał ów zakonnik). Przekazał mi dobrą nowinę gdyż okazało się, że mimo tego, że cały dom rekolekcyjny jest zajęty, to jest możliwość przenocowania na sofie w miarę ciepłym miejscu. A był to korytarzyk łączący salkę spotkań grup duszpasterskich z wyjściem. Poszedłem z Ojcem w tamto miejsce i faktycznie sofa była, była nawet łazienka i ubikacja. Jednak temperatura nie sprzyjała niestety, tym bardziej, że byłem trochę zziębnięty. Ale cóż z drugiej strony darowanemu koniowi w zęby się nie patrzy! Jednak spróbowałem z bratem przenieść tę sofę do salki spotkań, jednak niestety nie mieściła się we framudze. Cóż… – pomyślałem sobie- trzeba będzie spać w kurtce. Jednak o. Arkadiusz wpadł na pomysł, że może prześpię się na ławie w tej salce. A salka była o wiele cieplejsza. W dodatku ława stała przy grzejniku. Oprócz tego w salce były jeszcze ławki a naokoło poustawiana krzesła w miękkich obiciach. Wpadłem na pomysł, że z tych krzeseł można zrobić całkiem wygodne łoże, tylko wystarczy je odpowiednio poukładać. Tak też zrobiłem i z pomocą o. Arkadiusza stworzyliśmy całkiem fajne łóżko. Ojciec jeszcze przyniósł koce oraz śpiwór więc warunki stały się na prawdę dobre. Co więcej jeszcze dostałem coś do jedzenia a także gorącą herbatę która była do zaparzania na miejscu. Z o. Arkadiuszem spędziliśmy sporo czasu na dyskusji o sprawach religijnych. Dostałem również parę plakatów oraz mini kalendarzyków do rozdania innym w celach informacyjnych na temat rekolekcji powołaniowych oraz zwykłych rekolekcji. Potem dowiedziałem się także o tym, że nazajutrz jest pobudka o godzinie 6:00 gdyż o. Arkadiusz jedzie odprawić Mszę Św. Do sąsiedniego miasteczka… I znów pomyślałem sobie o tym, że darowanemu koniowi… Więc tak też nie przejąłem się tym faktem. Co więcej plus tego był taki, że o 7:00 mogłem iść od razu na Mszę Św.

4picPo opuszczeniu przez o. Arkadiusza mojej miejscówki miałem czas na rozejrzenie się po moim tymczasowym miejscu zamieszkania. Na jednej ścianie wisiała tablica korkowa z masą zdjęć… Parę zdjęć było nawet z Exodusu Młodych, co od razu przywołało pozytywne wspomnienia. Zrobiłem sobie jeszcze jedną herbatę i poszedłem spać.

Noc minęła niepostrzeżenie. Obudził mnie o. Arkadiusz. Zebranie się, ogarnięcie, posprzątanie sali i zjedzenie śniadania (składającego się z ciastek i kanapek przygotowanych przez brata) zajęło mi nie całe 30 minut. Po tym czasie podziękowałem o. Arkadiuszowi za azyl i udałem się na Mszę Św. Było mroźno ale na szczęście kościół był ogrzewany więc było znośnie. Po Eucharystii okazało się ze bus do Rzeszowa miałem o 6:15 a nie jak sądziłem o 9:00. To oznaczało, ku mojej radości, że w Zamościu zostanę jeszcze do 15:30. Z tym jak zająć sobie czas, problemu w sumie nie miałem, bo kocham zwiedzać, poznawać ludzi itp 🙂 ale jednak chciałem zostawić gdzieś te moje rzeczy, żeby nie chodzić z nimi jak głupi.

Pomocna pani z Urzędu Miasta Zamościa…

I tak gdy poszukiwałem miejsca na moje rzeczy, spotkałem pewną miłą panią, która widząc że się za czymś rozglądam, zapytała się mnie czego potrzebuję. Ja opowiedziałem swoją historię oraz obecną sytuację oraz to, że szukam miejsca, gdzie ktoś mógłby przechować moje bagaże. Okazało się, że owa pani jest urzędniczką państwową i pracuje w Urzędzie Miasta Zamość. Zaproponowała mi pomoc w przechowaniu moich rzeczy u siebie w kantorku! I tak kolejna osoba pomogła mi. Czułem się wspaniale! Zacząłem znów wierzyć w dobroć ludzi i ich bezinteresowność. Oczywiście bardzo jej za to podziękowałem i umówiłem się że po swoje rzeczy przyjdę o godzinie 15:00. Potem pobłądziłem sobie celowo jeszcze po starówce, odwiedziłem sklep-kawiarnię „Pożegnanie z Afryką” z zapytaniem o ceny i o to czy mają to przepyszne ciastko które pamiętam z dzieciństwa (niestety nie mieli) oraz czy poszukują kogoś do pracy – niestety i ta odpowiedź również była przecząca :(. Później czas mi zaczął szybciej lecieć, gdyż udałem się do II LO do biblioteki by pisać niniejszego bloga. Potem coś jeszcze kupiłem sobie na drogę, odebrałem swoje rzeczy i dotarłem już bez żadnych przygód do busa 🙂

Na zakończenie napiszę tylko to, że szczęśliwie już dotarłem na czas na dworzec i że szczęśliwie dojechałem do Rzeszowa oraz to, że zdążyłem na spotkanie organizacyjne FLASHMOBOWYCH ZARĘCZYN w Rzeszowie, których jestem współorganizatorem. Jednakże to już inna bajka i może napiszę o tym w innym wpisie jak się wszystko zakończy. Na koniec chciałem napisać, że to co czułem pod koniec mojej wycieczki do Zamościa było radością, że jednak jest Ktoś kto się nami opiekuje i to że nie można nigdy tracić nadziei i że ZAWSZE JEST JAKIEŚ WYJŚCIE CZY ROZWIĄZANIE PROBLEMU.  Póki żyjemy wszystko jest możliwe!

Advertisements

Dziękuję Ci za dodanie komentarza! Zanim się on jednak pojawi, musi zostać zaakceptowany przez Artura, dlatego cierpliwości! Tymczasem życzę Tobie wszystkiego dobrego na Twojej drodze życia!

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s