Improwizacja Kontaktowa

Kiedyś taniec kojarzył mi się ze żmudną nauką i ćwiczeniem, z chodzeniem na lekcje nauki i „zgrywaniem” się z partnerką. Muszę napisać, że mam słabą pamięć i bardzo niechętnie uczę się nowych rzeczy, gdzie trzeba dużo i szybko zapamiętać wiele informacji naraz… Ponieważ, jestem typem odkrywcy i poszukiwacza to chodziłem na lekcje próbne do szkoły tańca. Wcześniej – bardziej z potrzeby niż z własnej chęci – chodziłem na lekcje do sąsiada – wicemistrza świata w tańcu towarzyskim – by nauczyć się tańczyć na studniówkę. W czasie studiów przyszedł czas, kiedy to odkryłem tzw. Salsoteki – tj. Pokazowe lekcje tańca Salsy, Bachaty, Cha-Cha, Rumby. Prowadzi je do tej pory znajomy rodowity kubańczyk Josmaikel. To już będzie z 3-4 lata od kiedy zacząłem chodzić na te Salsoteki J Mimo tego, że salsa jest mi bliższa i najbardziej chyba polubiłem ją ze wszystkich tańców to jednak, zawsze miałem trudności z pamiętaniem kroków na kolejnej Salsotece… Jednak nadszedł 2012 rok, kiedy to – podczas jednego z FLASHMOBÓW na festiwalu Stadion Kultury – poznałem niesamowitą formę aktywności ruchowej jaką jest IMPROWIZACJA KONTAKTOWA – w skrócie: CI (Contact Improvisation). Jak to wtedy wyglądało? W skrócie: Ukraińska grupa, która zajmuje się CI przyjechała na ten festiwal i zorganizowała 3- dniowy performance w centrum Rzeszowa a konkretnie na ulicy 3 maja. Ostatniego 3-ego dnia wszyscy, którzy brali w tym wydarzeniu udział mogli mieć ze sobą odtwarzacze mp3 ze swoją ulubioną muzyką. Tej muzyki słuchali oczywiście przez słuchawki. Zasada była prosta: Mogli się ruszać jak chcieli, nieruchomieć kiedy chcieli, czy nawet wchodzić ze sobą w interakcje, chodzić na ławki czy doniczki. Wszystko w takt swojej muzyki. Ruch dosłownie bez zasad, płynący z serca był tym czego potrzebowałem! To było moje odkrycie, które zostaje jednym z ważniejszych odkryć w moim życiu. Jestem osobą która nie jest ekstrawertykiem a dzięki CI mogę uzewnętrznić swoje uczucia, które często są gdzieś głęboko we mnie… Wchodząc w interakcję w partnerką w CI oboje możemy bez słów porozumiewać się językiem i mową ciała ale nie tylko! Jest w tym pewien mistycyzm pewne przeżycie, które ciężko mi nazwać… Ważne, że jest to coś co można udoskonalać za każdym razem, kiedy wchodzimy w świat CI… Bo CI to nie tylko taniec ale i teatr, improwizacja, emocje, gimnastyka, elementy sztuk walki, joga, tango…

Ktoś chętny na CI?

Bo ja tak!

Reklamy

Moja niewierność…

Witajcie!

Trochę minęło od poprzedniego mojego wpisu ale tak musiało być, gdyż nie chcę pisać czegoś na siłę… Tym razem będzie to moje świadectwo, które dotyczy mojego życia jak i Spotkania Młodych w Wołczynie, na które jeżdżę już od 4 lat…

Od zeszłego, XX Spotkania Młodych w Wołczynie, wiedziałem już, że bardzo chcę pojechać na kolejne Spotkanie… Nie wiedziałem tylko czy pozwoli mi na to czas, środki finansowe oraz ewentualna praca… Liczyłem się z tym… Jak co roku przed Wołczynem wkładałem serce w promocję tego Spotkania w Rzeszowie: rozwieszając plakaty czy roznosząc, przysłane na moją prośbę ulotki. Ulotki rozdałem między innymi na Koncercie Jednego Serca Jednego Ducha, który odbywa się co roku zawsze w Boże Ciało w Parku Sybiraków w Rzeszowie.

Tymczasem będąc bezrobotnym dostałem się do projektu z UE, który oferował szkolenia oraz półroczny staż, dla każdego, kto spełniał odpowiednie kryteria oraz, kto oczywiście się zgłosił na ten projekt. W tym projekcie można było sobie wybrać, w czym chce się rozwijać oraz szkolić. Całość projektu trwa ok. Parę miesięcy + pół roku stażu, w dodatku płatnego. To było coś dla mnie, gdyż szukałem już bardzo długo dobrej pracy, ale niestety nigdzie takowej nie udało mi się znaleźć (zgodnej z moim wykształceniem tj. Turystyka i rekreacja oraz zarządzanie w turystyce). Ten projekt dosyć się przedłużał, szukanie stażu itp. Oddalało coraz bardziej wizję uczestnictwa w Spotkaniu Młodych w Wołczynie… Ale miałem nadzieję cały czas, gdyż na ostatnich rekolekcjach WwK (Wołczyn w Krakowie) każdy z uczestników dostał patrona, któremu mógł powierzyć swój wyjazd na SM Wołczyn. Ja dostałem Św. Stanisława. Modliłem się więc do niego, aby pozwolił mi jakimś cudem znaleźć się w Wołczynie. W międzyczasie pojawiły się komplikacje ze stażem (który już miałem zaczynać). Okazało się, że niestety nie przysługuje mi prawo do urlopu w pierwszym miesiącu stażu (tylko dopiero od drugiego miesiąca i to tylko dodatkowe 2 dni). W związku z czym pogodziłem się ze smutkiem, że w tym roku nie pojadę na to Spotkanie Młodych…

SM Wołczyn już się zaczął, a ja ze smutkiem oglądałem relacje z Wołczyna przez Internet. Zadawałem Bogu pytania: DLACZEGO MNIE NIE WYSŁUCHAŁEŚ? Przecież to spotkanie jest DOBRE! Pozwoliłeś mi być na nim już 3 razy! I do Św. Stanisława też miałem pretensje: ŚW. STANISŁAWIE! CZEMU NIE MOGĘ POJECHAĆ NA WOŁCZYN?! CZY TO, ŻE DOSTAŁEM CIĘ JAKO PATRONA MOJEGO WYJAZDU DO WOŁCZYNA NIC NIE ZNACZYŁO????? Itd…I nastała środa… Trzeci dzień trwania Spotkania. Dostałem rano koło 9:00 telefon, żebym udał się na rozmowę w sprawie stażu dopiero w poniedziałek… (sic!) Złapałem się za głowę!: JAK TO?????????????????? GDYBYM WIEDZIAŁ WCZEŚNIEJ, TO MÓGŁBYM POJECHAĆ SPOKOJNIE NA WOŁCZYN!!!!! Coś mnie ścisnęło w środku, a to był żal… Jednak jedna najbliższa mi osoba podpowiedziała mi: A może jednak pojedziesz? Sprawdź rozkład busów! Sprawdziłem. Okazało się, że najszybciej będzie NEOBUS. Ale odjazd był ok 12:30 czyli za jakieś 2 godziny…

Nie czekając wiele, spakowałem się w NIECAŁĄ GODZINĘ (śpiwór, karimata, namiot, osprzęt oraz wszystko inne) oraz wziąłem, prysznic… Byłem w euforii! Okazało się także, że i pieniądze na wyjazd się znalazły. Miałem wszystko co potrzeba więc wsiadłem w busa o 12:30 i o ok. 22:30 byłem w Wołczynie… Wychodząc z PKP pierwszy raz szedłem nocą przez Wołczyn. Ale czułem się jak w domu! Trafiłem pod Amfiteatr bez problemu! Akurat wtedy Przenajświętszy Sakrament był chowany… Piękne pieśni spotęgowały moje odczucia. Dziękowałem Bogu z to, że znalazłem się na Wołczynie, czując jednocześnie, że Bóg mnie wysłuchał jednak! W końcu nie prosiłem Go aby być od początku Spotkania :)… W pierwszy dzień Spotkania rozdawano opaski na rękę z fragmentami Pisma Świętego. Także i ja dostałem taką opaskę zaraz przy rejestracji. Był na niej następujący cytat:

Uleczę ich niewierność i umiłuję ich z serca.

Bo gniew mój odwrócił się od nich. (Oz 14,5)

Nie rozumiałem na początku tego fragmentu i jakie ma odniesienie do mojego życia. Potem zrozumiałem… Zrozumiałem, że moja niewiara jest tak na prawdę skutkiem mojej niewierności tj. Braku zaufania Bogu, Jego słowom i obietnicy, że będzie przy mnie ZAWSZE. Ciągle szukam Go i zadaję sobie często pytanie: GDZIE JESTEŚ BOŻE? Czy ty faktycznie istniejesz, czy jesteś tylko wytworem Kościoła aby łatwiej było Kościołowi manipulować wiernymi?… Teraz przekonuję się, że w sumie nigdy nie zawiodłem się na Bogu i Jego obietnicach… Szczególnie wtedy, gdy byłem w potrzebie czy w sytuacji – zdawałoby się – bez wyjście… Tymczasem wracając do Wołczyna: Całe spotkanie przeżyłem w pełni, tak jakbym był od początku. Poświęcałem jak najwięcej czasu na dialog z drugim człowiekiem. Cieszyłem się jak dziecko, radością niewymowną! W dodatku Bóg dał mi wspaniałą grupę i siostrę Hiacyntę, która prowadziła spotkania. Miałem WSZYSTKO dokładnie tyle ile mi wystarczyło na przeżycie, podróż w tę i z powrotem! Wierzę, że przez to wszystko co się wydarzyło, Bóg pokazał mi, jak wiele brakuje mi, wiary oraz zaufania do Niego oraz to, że troszczy się o swoje dzieci pokazując swoją nieograniczoną i potężną Miłość, która jest wstanie przezwyciężyć wszystko oraz zakusy złego.

Mógłbym napisać jeszcze więcej, czego doświadczyłem ale myślę, że główną myśl już wyraziłem w niniejszym świadectwie, którą uważam za najważniejszą! Jeżeli jakaś myśl mi przyjdzie to uzupełnię wpis. Tymczasem, życzę Tobie mój drogi czytelniku wszelkiego dobra i Miłości. Prawdziwej Miłości.

Pax!