To była moja pierwsza…

To była moja pierwsza… No właśnie co? Miłość? Relacja? Próba? A może lekcja życia? Po przeczytaniu tego wpisu, myślę, że znajdziesz odpowiedź…

Było to na pierwszym roku studiów kiedy to studiowałem jeszcze Ekonomię… Całkiem dobrze radziłem sobie z teorią Ekonomii, póki nie przyszedł czas na różnego rodzaju obliczenia… Szczerze pisząc, to nigdy nie miałem talentu do nauk ścisłych, zwłaszcza wtedy gdy pojawiały się różnego rodzaju wzory… Tak też było i w tym wypadku… W naszej grupie bardzo szybko wyłonił się istny talent, można rzecz wręcz – pisząc kolokwialnie – „kujon”. Tyle tylko, że ten „kujon” fizycznie odstawał od całej masy innych kujonów, ponieważ była to dziewczyna o niezwykłej, wręcz latynoskiej urodzie, z bujnymi bardzo ciemnymi włosami, z wyraźnie (naturalnie) odznaczającymi się brwiami oraz pięknymi dużymi oczyma. Napisać muszę też, że była niska (ok 160 cm), co sprawiało, że wyglądała na dziewczynę z pierwszej klasy liceum a nawet z trzeciej klasy gimnazjum, podczas, gdy faktycznie, jak się potem od niej dowiedziałem, była starsza ode mnie o cztery lata (miała wtedy 24 lata). Zauroczyłem się szybko tą dziewczyną o imieniu Katarzyna (imię zmienione). Bardzo mi się spodobała…

Pewnego dnia, Kasia widząc, że nie radzę sobie zbytnio z ekonomią, zaproponowała mi korepetycje u niej na stancji. Z radością się zgodziłem i w ten oto sposób, nadarzyła się okazja bym poznał ją lepiej… Nasze korepetycje wyglądały mniej więcej tak: najpierw się uczyliśmy razem a następnie po obowiązkach Kasia robiła herbatę i zapalała kadzidełko co stwarzało niezwykły klimat do rozmów… Wspólna nauka stała się jakby takim rytuałem: zawsze po nauce rozmawialiśmy na temat naszych perypetii życiowych oraz (na czym z czasem bardzo zaczęło mi zależeć) poznawaliśmy swoje historie. Kasia bardzo szybko otworzyła się przede mną i zaczęła opowiadać swoją historię życia. Zrozumiałem z czasem, że jest bardzo ciężko doświadczona przez los, gdyż pochodziła z rodziny patologicznej: Matka piła a ojciec (też alkoholik) trafił do więzienia za przestępstwo na tle seksualnym… Katarzyna, by zarobić na studia, wyjechała do Finlandii by zbierać jagody. Po powrocie do Polski zaczęła, tak jak i ja, studia na WSIiZ w Rzeszowie. Dowiedziałem się też, że jest w związku z chłopakiem już od sześciu lat. Tymczasem spotykaliśmy się na wspólmej nauce i podczas jednego z takich naszych spotkań, zaproponowałem jej, że mam nieodpartą chęć by ją przytulić. Ku mojemu zaskoczeniu, pozwoliła mi na to. Od tej pory na każdym naszym spotkaniu przytulanie stało się naszym rytuałem (oczywiście po nauce).

Pewnego razu przed zajęciami na uczelni spotkałem Kasię… Nie wiedziałem co się stało ale wiedziałem, że jest coś nie tak… Kasia wyglądała tak jakby nie spała całą noc… Była w bardzo ponurym nastroju… Co się potem okazało: jej chłopak powiedział jej, że znalazł sobie inną dziewczynę i że jest to już koniec ich związku… Po 6-ciu latach usłyszeć coś takiego?! Wyobrażasz to sobie???… Po zajęciach postanowiłem działać i umówiłem się z Kasią w studenckim barze na uczelni… Opowiedziała mi to wszystko a ja nie wiedząc co zrobić za bardzo trzymałem ją za rękę będąc po prostu przy niej. Parę razy spotkaliśmy się jeszcze u niej na stancji, gdyż chciałem być blisko niej i pomóc jej w ciężkich chwilach ciepłym słowem… Potem jednakże nasz kontakt się urwał a Katarzyna zaczęła opuszczać zajęcia… Myślałem, że nic gorszego nie może już spotkać tej dziewczyny… Otóż myliłem się… Po paru dniach, ten jej były chłopak zadzwonił do niej z informacją, że nie ma żadnej innej dziewczyny, że to była próba i że chciał sprawdzić jej wierność i oddanie… Tę informację przekazała mi przyjaciółka Kasi, gdyż samej Kasi nie spotkałem już więcej na uczelni… Dziewczyna załamała się i całkowicie tak jakby zapadła się pod ziemię… Mimo, że dzwoniłem do niej nie raz, nie odbierała telefonów. Wtedy to poczułem, że zależy mi na Kasi bardziej jak na nikim innym! Sam popadłem w smutek i żal bo uczelnia bez niej wydawała mi się już bez kolorów…

Czas mijał i zbliżała się wiosna… Minęły już 3 miesiące odkąd widziałem się z Kasią. Jej telefon milczał nadal. Pewnego słonecznego dnia, gdy próbowałem się dodzwonić do Kasi, po nieudanej próbie, zadzwoniła do mnie! Powiedziała parę słów, które przewróciły wtedy cały mój świat do góry nogami a były to mniej więcej takie słowa: Słuchaj Artur, nie dzwoń już do mnie, gdyż za dwa miesiące mam ślub. Odebrało mi wtedy mowę. Po parunastu minutach dotarło do mnie, że żeni się z chłopakiem, który zrobił jej takie świństwo… Przez 3 miesiące byłem w depresyjnym stanie… Jednak czas leczy rany i z czasem zrozumiałem, że ich relacja była silniejsza niż rana po tym okrutnym żarcie czy „próbie”… Zrozumiałem, że w jej życiu najbliższą osobą był ten jedyny chłopak, który zastąpił miłość jej ojca, że w nim miała oparcie jak w nikim innym…

Muszę też napisać, że to była moja pierwsza tak bliska relacja z dziewczyną co prawda trudna i zawiła ale teraz patrząc na tę historię wierzę, że to wszystko co się stało nie było przypadkowe. Wierzę, że to, iż akurat w tym okresie czasu nasze drogi się splotły pomogło Kasi przetrwać te ciężkie chwile. Cieszę się, że mogłem jej pomóc i że wtedy mogła na mnie liczyć. Wierzę, że teraz Kasia jest szczęśliwa.

Dlaczego o tym napisałem? Być może komuś pomoże ta historia tak jak pomogła mojej koleżance, która miała kryzys w związku. Jako ciekawostkę napiszę, że Kasię spotkałem dobrych parę lat później na Święcie Ulicy Pańskiej – Paniadze, święto to odbywa się co roku 3-ego maja na ulicy 3-ego Maja w Rzeszowie. W tłumie ludzi kątem oka dostrzegłem ją a ona rozpoznała mnie… Szybka wymiana spojrzeń… Powiedzieliśmy sobie krótkie cześć, po czym zniknęła mi z oczu… A trzymała za rękę chłopaka, który prawdopodobnie był tym jej mężem…

Nigdy potem nasze drogi się już nie skrzyżowały. Mam nadzieję, że teraz jest już szczęśliwa.

Szklana kula…

Jak się nie wie co napisać to lepiej nic nie pisać… Hmmm ale… Już mi zaczyna pracować wyobraźnia i coś pewnie sklecę… Tak więc kolejny nudny dzień u mnie… Czas pracy nad sobą… Muszę coś ciekawego wymyślić na najbliższe dni bo mnie normalnie krew z nudów zaleje… Oczywiście jest jeszcze nauka, ale przecież nie mogę się cały czas uczyć!!!! taaak dochodzę do wniosku że żyjemy jak tacy ludzie zamknięci w szklanej kuli razem z naszymi codziennymi problemami i obowiązkami… A pieniądze dla niektórych są przyczyną tego zamknięcia w grubej, szklanej kuli… Im bardziej wchodzimy w nasze brudy codzienności stworzone przez człowieka (zwłaszcza tego współczesnego o którym mowa była wcześniej) to tym trudniej nam wyjść z tego mikroświata codzienności i powtarzalności (z kuli)…Oczywiście wszystko ma swój początek i koniec (świat fizyczny czyli świat człowieka)… Tak jak jesteśmy zamknięci w tej kuli szklanej, tak i przyjdzie kres istnienia tej kuli w raz z naszą śmiercią. Ta kula się roztrzaska a my przejrzymy na oczy i zadamy sobie pytanie dlaczego nie myśleliśmy wcześniej prawdziwie kategoriami które są wieczne… Ten koniec lepiej żeby był za naszą przyczyną (tzn. Oswobodźmy się z tej zamkniętej przestrzeni zaślepienia za życia przed śmiercią)…

To taki akurat post na koniec roku 2010 :) Pozdrawiam wszystkich i życzę wam wszystkiego najlepszego w nadchodzącym Nowym Roku, samych sukcesów no i szczczęścia, szczęścia i jeszcze raz szczęścia!

Nadzieja na…

Życie nasze jest drogą…. Życie nasze NIE jest wyzwaniem ale jest dla KAŻDEGO człowieka indywidualną misją… Starajmy się w naszym życiu dostrzegać prawdę i dobro ale nie bądźmy ślepi na krzywdę wyrządzaną przez zło…-To jest misja wspólna dla WSZYSTKICH ludzi bez wyjątku… Chwalmy dobro i prawdę i niwelujmy zło ALE nie zwalczajmy zła złem bo takie zwalczanie powoduje powstanie kolejnego zła spowodowanego już samym takim działaniem! Koło się wtedy zamyka i krąg zła się powiększa… Bądźmy wrażliwi! Nie patrzmy na świat przez różowe szkiełka – często podawane nam przez współczesny świat – sięgajmy do podstaw… Rozwijajmy nasze NATURALNE zmysły poznania abyśmy poznali kiedy zbliża się nieszczęście. I wreszcie: NIE DAJMY SIĘ ZAŚLEPIĆ WSPÓŁCZESNOŚCIĄ!!!!!

PRZEMIJANIE…

83270451

Dla mnie nie jest ważny wygląd, bo ja patrzę na człowieka sercem… kiedyś i tak wszyscy się zestarzejemy i zostanie nam tylko wnętrze drugiego człowieka… Są wyższe wartości, ważniejsze od zewnętrznego, fizycznego wyglądu człowieka. Posługiwanie się samym narządem wzroku zniekształca PRAWDZIWY, NATURALNY często i piękny wygląd drugiego człowieka!!! A na swój wygląd nie zwracam szczególnej uwagi… bo mi na tym nie zależy (to dla tych, którzy piszą, że wyglądam jak dupa mamuta). Osobiście nie twierdzę jednak, że dupa mamuta jest brzydka… Tak więc wracając do tematu PATRZYMY NA WNĘTRZE DRUGIEGO CZŁOWIEKA!!!!!!!!! Czasem nawet bywa że piękne wnętrze uzupełnia się pięknym wyglądem!!!! PAMIĘTAJCIE NA PRZYSZŁOŚĆ ŻE: PIĘKNY WYGLĄD KIEDYŚ PRZEMINIE… ZOSTANIE NAM WTEDY WIECZNE I PRAWDZIWE WNĘTRZE!!

Droga do prawdy…

Ostatnio zacząłem szukać prawdy w swoim życiu… dochodzę przy tym do wniosku, że droga prawdy jest trudna. Ale jest to jedyna PRAWDZIWA droga w życiu, której człowiek winien się trzymać. Doszedłem do tego, że prawda jest związana z Miłością z PRAWDZIWĄ Miłością a tą Miłością jest Bóg. Jestem świadomy, że w drodze do prawdy będę napotykał przeszkody nie tylko ze strony szatana, ale i ze strony człowieka bo szatan cząesto posługuje się człowiekeim… Ale postaram się nie ugiąć. Postaram się otworzyć na prawdę i TYLKO na prawdę. To jest cel mojego życia i cel życia KAŻDEGO człowieka. Prawda jest jedna! wszystkie inne „prawdy” są fałszem, wytworem szatana lub człowieka kuszonego przez szatana. Prawda nie jest dostępna na wyciągnięcie ręki. Do prawdy trzeba się „dokopać”, trzeba prosić o prawdę. Ona jest jak taki kasztan. Trzeba najpierw rozbić skorupę aby ujrzeć środek, źródło życia! Czego życzę każdemu człowiekowi! BÓG=MIŁOŚĆ=PRAWDA – Jest to najpiękniejsze równanie jakie widziałem w życiu, ponieważ w każdą stronę jest PRAWDZIWIE PIĘKNE!

ZNIEWOLENIE…

83132347

Współczesne życie jest życiem dla wielu ludzi z jakby taką nakładką współczesności. Ta nakładka powoduje zastąpienie niektórych naszych naturalnych odruchów, odruchami współcześnie narzuconymi… Ludzie krótkowzroczni są zniewalani bezboleśnie, bez ich wiedzy czy świadomości przez pewne współczesne rozwiązania (pozornie dające wewnętrzny spokój). Te rozwiązania prowadzą do tego, że stajemy się marionetkami w współczesnym świecie. Współczesność staje się KLATKĄ do której się tak przyzwyczajamy, że później jej już nie jesteśmy w stanie dostrzec. Zresztą od początku nic nie widzimy, bo KTO CHCIAŁBY SIĘ ZAMKNĄĆ W KLATCE Z WŁASNEJ WOLI????
Żeby nasze życie było doskonałe, musimy znaleźć wyjście z tej matni, musimy wrócić się do podstaw. Wtedy dostrzeżemy z innej perspektywy jak większość ludzi jest zniewolona w tym i my sami!!!!!!

A.

PIĘKNOŚCI…

82973352

Piękno wynika z samego źródła tegoż piękna. Piękno to coś, czego nie otrzymuje się w prezencie. Piękno to nie coś, czego się można pozbyć. Piękno nie jest też czymś materialnym. PIĘKNO TO OGÓŁ WIELU CECH. Są to przede wszystkim cechy WIECZNE I NIE PRZEMIJAJĄCE… Ludzie SĄ piękni, tylko czasem nie potrafią sobie tego uświadomić. W związku z tym nie potrafią często  zauważyć tego piękna w drugim człowieku… myślę, że jest to skutek gonitwy współczesnego świata, przez którą mamy 1000 spraw na głowie!!!! To tak jakbyśmy pędzili pociągiem EXPRESEM z tak dużą szybkością, że nie dostrzegamy szczegółów mijających nas różności… ZATRZYMAJMY SIĘ!!! pociągnijmy za hamulec bezpieczeństwa!!! Choćby to miało pociągnąć za sobą konsekwencje mniejsze lub większe… TO NIE WAŻNE! Konsekwencje się rozwieją i wtedy spojrzymy na świat „zatrzymani” i wtedy powiemy JAKI TEN ŚWIAT JEST PIĘKNY!

A.

A dziś..

82668520

Dziś już nie martwię się tym, co inni o mnie sądzą… bo wiem ze są nie świadomi wielu rzeczy i nie wiedzą o mnie sporo… w sumie to ja sam siebie ciągle odkrywam… chcę dążyć cały czas do doskonałości… i mimo ze w dzisiejszym świecie nie jest to „w modzie” to prę naprzód jak lodołamacz i proszę o to Najwyższego abym sam się nigdy nie załamał… Kto mnie nie rozumie niech nie stara się mnie dostosowywać do swojego (wygodnego dla niego) rozumienia, bo nie będę chciał go znać…

Życie jak muzyka…

82477458

Nasze życie jest jak muzyka. Czasem układa się w smutną pieśń, czasem w nieskładne dźwięki a czasem staje się jak piękna ballada Miłości. Wszystko zależy przede wszystkim od nas jak ułożymy sobie życie. Wszyscy jesteśmy kompozytorami nie tylko swojego, indywidualnego życia. Wszak możemy pozytywnie wpływać na życie innych ale… Niestety… Czasem pojawiają się także zdarzenia czy osoby z zewnątrz które mogą zmienić tę naszą muzykę w Dark Heavy Metal pełen nienawiści. Strzeżmy się tego! Może warto starać się być kimś kto będzie działał jak pokrętło głośności… Gdy okaże się że za mocno w nas gra ta negatywna muzyka, żebyśmy spróbowali to wyciszyć i coś od siebie dobrego stworzyć… Stworzyć Muzykę Miłości… I wreszcie nie zapominajmy że sami tworzymy i możemy tworzyć muzykę która buduje ale też co i niszczy… Pragnę, aby Twoje życie (kimkolwiek jesteś czytelniku mojego blog-a) było w jak największym stopniu Balladą Miłości!…

A.