Komu zaufasz?

Tym razem będzie to post inny od poprzednich. Będzie bardziej przyziemny i bardzo praktyczny. Będzie o tym… No właśnie o czym? Chciałem napisać, że o pieniądzach (co po części byłoby bliskie prawdzie) ale myślę, że bliższe będzie określenie, że będzie to wpis o tym jak żyć aby nie przepłacać wraz z praktycznymi poradami i przykładami. A więc zaczynamy!

Ostatnio byłem zmuszony do szybkich zakupów nowego telefonu ponieważ jego poprzednik wylądował niechcący w wiadrze z wodą. Szukałem telefonu który będzie tani (do 400 pln) i będzie oferował dostęp NOSRoyado portali społecznościowych takich jak Fb, Tt, czy innych ciekawych aplikacji takich jak Tinder czy Ingress. Chciałem jednocześnie telefon działający płynnie. Wszystkie te cechy i funkcje posiadał telefon o tajemniczej nazwie Orange Roya tak więc nie myśląc za długo, kupiłem ten model. Jego specyfikacja jak na tę cenę jest zadowalająca (m.in. Procesor Qualcomm Snapdragon taktowany zegarem 1,20 GHz, liczba rdzeni: 4, GPU: Adreno 306, pamięć RAM: 1 GB, pamięć wewnętrzna: 8 GB, GPS, WIFI, Internet LTE) a wszystko to chodzi pod kontrolą Androida 4.4 KitKat. Brzmi fajnie i tak też hula (przynajmniej do teraz, czyli przez jakiś już miesiąc :)).

Pomyślamobile_vikings_logo_blackłem sobie, że skoro kupiłem sobie już jakiś lepszy sprzęcik to może zastanowić się nad zmianą operatora? (byłem klientem T-mobile od jakiś 8-9 lat i szczerze pisząc to zbyt długo). Wziąłem pod lupę wszelkie rankingi sieci pre-paid (na kartę) w Internecie, ponieważ nie wyobrażam sobie bycia związany umową z jakąkolwiek firmą telekomunikacyjną bo to oznacza zysk dla takiej firmy ale stratę dla mnie. Po prostu lubię wolność. I tak po namyśle wybrałem Belgijskiego Wirtualnego Operatora sieci komórkowej o nazwie Mobile Vikings, który zadomowił się także w Polsce.  Dlaczego? Przede wszystkim dlatego, że lubię wolność a taką daje wolność właśnie sieć Vikings. Telefonia ta posiada w ofercie 5 planów taryfowych: 10, 19, 24 no limit, 29 i 29 no limit. Mi osobiście pasuje 24 dlatego pozwolę sobie opisać poniżej tę taryfę:

Połączenia komórkowe w sieci: 0 ZŁ.  (Do wszystkich sieci komórkowych)

Połączenia na stacjonarne: 19 GR.  (Za minutę połączenia na wszystkie numery stacjonarne)

Internet 3G/4G LTE: 2 GB. Po wykorzystaniu pakietu danych transfer z prędkością do 32kb/s

SMS: 0

Do pozostałych sieci komórkowych bez limitu.

MMS: 50 GR. (Wyłączając koszt przesyłu danych).

Ważność środków i karty: 365 DNI.

Każde doładowanie przedłuża ważność karty i środków o rok.

Fakty mówią za siebie. Więc Cóż chcieć więcej? Jak w ogóle stać się użytkownikiem tejże sieci? Otóż należy wejść na stronę, wybrać czy interesuje nas zamówienie nowej karty sim z nowym numerem, czy przeniesienie obecnego numeru do Mobile Vikings, czy może chcemy używać sam internet mobilny. Kolejnym punktem jest wybór pakietu, jakim chcemy zasilić nasze konto. Pakiety posiadają nazwy określające jednocześnie ich cenę.

Kolejnym punktem na tym etapie jest podanie maila osoby polecającej operatora Mobile Vikings. Będzie mi niezmiernie miło, jeżeli wpiszesz tam: pokojartura@gmail.com, czyli mój adres e-mail. 🙂

Etap kolejny to uzupełnienie swoich danych osobowych, wybór typu karty SIM i wypełnienia pozostałych pól. Na stronie mobilevikings.pl wszystko jest bardzo prosto krok po kroku wyjaśnione.

Zarządzanie kontem odbywa się poprzez bardzo łatwą w obsłudze aplikacje Mobile Vikings. Przez nią też od razu można doładować sobie konto w przypadku gdy kończy nam się ważność konta lub środki na koncie. Co więcej jest ona połączona z naszym kontem bankowym (opcjonalnie), więc łatwo możemy doładować konto nie wychodzą z domu. Wszystko obszerniej oraz w przystępny sposób opisane jest na stronie Mobile Vikings.

Ostatnio zaczął mi padać dysk w laptopie dlatego postanowiłem poszukać dysku zewnętrznego, który będzie w dobrej cenie oraz zaufanej firmy. Do niedawna miałem wieżę stereo firmy HITACHI HRD-MD03 sprzed chyba 20 lat. Grała doskonale ale była dosyć toporna dlatego oddałem ją koledze. Właśnie z racji tego, że owa wieża grała niezawod1m_goldnie przez 20 lat, postanowiłem poszukać dysku zewnętrznego marki HITACHI. Okazało się, że firma HITACHI (jeżeli chodzi o elektronikę) została przekształcona w markę HGST. Wprawdzie już nie jest to stricte japoński twór ale nadal tworzy (wiem z opinii) bardzo dobry sprzęt komputerowy (dyski). Po przeszukaniu Internetu oraz po lekturze opinii wytypowałem dysk o wdzięcznej nazwie TOURO oraz o pojemności 1 TB magki HGST. Jak wygląda, możecie zobaczyć na załączonym zdjęciu. Mam już go ponad miesiąc i działa niezawodnie i cicho. Ma genialny złoty design i jest mały. Do tego kupiłem świetny futerał ochronny z materiału EVA firmy tracer za ok 20 pln. Zestaw bardzo wygodny i poręczny w przenoszeniu.

Reklamy

To była moja pierwsza…

To była moja pierwsza… No właśnie co? Miłość? Relacja? Próba? A może lekcja życia? Po przeczytaniu tego wpisu, myślę, że znajdziesz odpowiedź…

Było to na pierwszym roku studiów kiedy to studiowałem jeszcze Ekonomię… Całkiem dobrze radziłem sobie z teorią Ekonomii, póki nie przyszedł czas na różnego rodzaju obliczenia… Szczerze pisząc, to nigdy nie miałem talentu do nauk ścisłych, zwłaszcza wtedy gdy pojawiały się różnego rodzaju wzory… Tak też było i w tym wypadku… W naszej grupie bardzo szybko wyłonił się istny talent, można rzecz wręcz – pisząc kolokwialnie – „kujon”. Tyle tylko, że ten „kujon” fizycznie odstawał od całej masy innych kujonów, ponieważ była to dziewczyna o niezwykłej, wręcz latynoskiej urodzie, z bujnymi bardzo ciemnymi włosami, z wyraźnie (naturalnie) odznaczającymi się brwiami oraz pięknymi dużymi oczyma. Napisać muszę też, że była niska (ok 160 cm), co sprawiało, że wyglądała na dziewczynę z pierwszej klasy liceum a nawet z trzeciej klasy gimnazjum, podczas, gdy faktycznie, jak się potem od niej dowiedziałem, była starsza ode mnie o cztery lata (miała wtedy 24 lata). Zauroczyłem się szybko tą dziewczyną o imieniu Katarzyna (imię zmienione). Bardzo mi się spodobała…

Pewnego dnia, Kasia widząc, że nie radzę sobie zbytnio z ekonomią, zaproponowała mi korepetycje u niej na stancji. Z radością się zgodziłem i w ten oto sposób, nadarzyła się okazja bym poznał ją lepiej… Nasze korepetycje wyglądały mniej więcej tak: najpierw się uczyliśmy razem a następnie po obowiązkach Kasia robiła herbatę i zapalała kadzidełko co stwarzało niezwykły klimat do rozmów… Wspólna nauka stała się jakby takim rytuałem: zawsze po nauce rozmawialiśmy na temat naszych perypetii życiowych oraz (na czym z czasem bardzo zaczęło mi zależeć) poznawaliśmy swoje historie. Kasia bardzo szybko otworzyła się przede mną i zaczęła opowiadać swoją historię życia. Zrozumiałem z czasem, że jest bardzo ciężko doświadczona przez los, gdyż pochodziła z rodziny patologicznej: Matka piła a ojciec (też alkoholik) trafił do więzienia za przestępstwo na tle seksualnym… Katarzyna, by zarobić na studia, wyjechała do Finlandii by zbierać jagody. Po powrocie do Polski zaczęła, tak jak i ja, studia na WSIiZ w Rzeszowie. Dowiedziałem się też, że jest w związku z chłopakiem już od sześciu lat. Tymczasem spotykaliśmy się na wspólmej nauce i podczas jednego z takich naszych spotkań, zaproponowałem jej, że mam nieodpartą chęć by ją przytulić. Ku mojemu zaskoczeniu, pozwoliła mi na to. Od tej pory na każdym naszym spotkaniu przytulanie stało się naszym rytuałem (oczywiście po nauce).

Pewnego razu przed zajęciami na uczelni spotkałem Kasię… Nie wiedziałem co się stało ale wiedziałem, że jest coś nie tak… Kasia wyglądała tak jakby nie spała całą noc… Była w bardzo ponurym nastroju… Co się potem okazało: jej chłopak powiedział jej, że znalazł sobie inną dziewczynę i że jest to już koniec ich związku… Po 6-ciu latach usłyszeć coś takiego?! Wyobrażasz to sobie???… Po zajęciach postanowiłem działać i umówiłem się z Kasią w studenckim barze na uczelni… Opowiedziała mi to wszystko a ja nie wiedząc co zrobić za bardzo trzymałem ją za rękę będąc po prostu przy niej. Parę razy spotkaliśmy się jeszcze u niej na stancji, gdyż chciałem być blisko niej i pomóc jej w ciężkich chwilach ciepłym słowem… Potem jednakże nasz kontakt się urwał a Katarzyna zaczęła opuszczać zajęcia… Myślałem, że nic gorszego nie może już spotkać tej dziewczyny… Otóż myliłem się… Po paru dniach, ten jej były chłopak zadzwonił do niej z informacją, że nie ma żadnej innej dziewczyny, że to była próba i że chciał sprawdzić jej wierność i oddanie… Tę informację przekazała mi przyjaciółka Kasi, gdyż samej Kasi nie spotkałem już więcej na uczelni… Dziewczyna załamała się i całkowicie tak jakby zapadła się pod ziemię… Mimo, że dzwoniłem do niej nie raz, nie odbierała telefonów. Wtedy to poczułem, że zależy mi na Kasi bardziej jak na nikim innym! Sam popadłem w smutek i żal bo uczelnia bez niej wydawała mi się już bez kolorów…

Czas mijał i zbliżała się wiosna… Minęły już 3 miesiące odkąd widziałem się z Kasią. Jej telefon milczał nadal. Pewnego słonecznego dnia, gdy próbowałem się dodzwonić do Kasi, po nieudanej próbie, zadzwoniła do mnie! Powiedziała parę słów, które przewróciły wtedy cały mój świat do góry nogami a były to mniej więcej takie słowa: Słuchaj Artur, nie dzwoń już do mnie, gdyż za dwa miesiące mam ślub. Odebrało mi wtedy mowę. Po parunastu minutach dotarło do mnie, że żeni się z chłopakiem, który zrobił jej takie świństwo… Przez 3 miesiące byłem w depresyjnym stanie… Jednak czas leczy rany i z czasem zrozumiałem, że ich relacja była silniejsza niż rana po tym okrutnym żarcie czy „próbie”… Zrozumiałem, że w jej życiu najbliższą osobą był ten jedyny chłopak, który zastąpił miłość jej ojca, że w nim miała oparcie jak w nikim innym…

Muszę też napisać, że to była moja pierwsza tak bliska relacja z dziewczyną co prawda trudna i zawiła ale teraz patrząc na tę historię wierzę, że to wszystko co się stało nie było przypadkowe. Wierzę, że to, iż akurat w tym okresie czasu nasze drogi się splotły pomogło Kasi przetrwać te ciężkie chwile. Cieszę się, że mogłem jej pomóc i że wtedy mogła na mnie liczyć. Wierzę, że teraz Kasia jest szczęśliwa.

Dlaczego o tym napisałem? Być może komuś pomoże ta historia tak jak pomogła mojej koleżance, która miała kryzys w związku. Jako ciekawostkę napiszę, że Kasię spotkałem dobrych parę lat później na Święcie Ulicy Pańskiej – Paniadze, święto to odbywa się co roku 3-ego maja na ulicy 3-ego Maja w Rzeszowie. W tłumie ludzi kątem oka dostrzegłem ją a ona rozpoznała mnie… Szybka wymiana spojrzeń… Powiedzieliśmy sobie krótkie cześć, po czym zniknęła mi z oczu… A trzymała za rękę chłopaka, który prawdopodobnie był tym jej mężem…

Nigdy potem nasze drogi się już nie skrzyżowały. Mam nadzieję, że teraz jest już szczęśliwa.